Zdarzyło się to co prawda parę dni tamu, ale niech tam. Ten blog nie służy przekazywaniu najświeższych informacji. Chodzi mi o fakt utknięcia prezydenckiego samolotu na mongolskim lotnisku.
Tak sobie wtedy pomyslałem, że Mongolia to chyba fajny kraj. Zastanowiłem się te, czy aby Pan Prezydent również nie miał podobnego zdania. Z relacji telewizyjnych wynikało, że bardzo jest kontent, oglądając takie jak poniższy krajobrazy.

By Spoke, Center
Te jurty, stepy, przypominające polskie piękne połoniny, gocinność tamtejszych ludów, które nie zostawią cię na pastwę losu, nieliczne acz piękne miasta, to niekłamane zalety tego miejsca. Mniej ludzi, większa przestrzeń życiowa, brak problemów z pomostówkami, potulniejsze społeczeństwo. Tak mysląc doszedłem do wniosku, że mógłbym tam zamieszkać. Tylko dlaczego Prezydentowi się nie podobało?
Mógłby co rano, wypiwszy świeże, kozie mleko, przechadzać się po mongolskim stepie. Suchy wiatr owiewał by mu zamyśloną twarz, a stopa roztrącała by kropelki rosy pozostałe po nocnym chłodzie. Potem Prezydent mógłby cośtam podpisywać w swoim szałasie, po czym objechać jedyne większe skupisko ludzkie konno lub jakimś zacnym poradzieckim pojazdem (ZIŁ?). Z pewnością znalazł by tam spokój ducha i pocieszenie. Myślę, że jego rodzinie również Mongolia przypadła by do gustu.
Panie Prezydencie. Natępnym razem, kiedy nadarzy się taka – prawie niepowtarzalna okazja – zastanów się czy wracać do naszego polskiego piekiełka. Wystarczy tylko słowo do Ministra Kamińskiego, a w centrum Ułan Bator stanie piękny Szałac Prezydencki. Tylko kto by w nim pracował? Statystycznie na kilometr kwadratowy, przypada w Mongolii 1,89 osoby. Czyli statystycznie Prezydent, jego brat i kot brata? Nie, to już za dużo…