Istnieje w zarzadzaniu jakością bardzo ciekawa, oczywiście japońska metoda 5S. To skrót od japońskich słów seiri (selekcja), seiton (systematyka), seiso (sprzątanie), seiketsu (standaryzacja) i shitsuke (samodyscyplina). Całość polega na pokonywaniu procesu podobnego trochę gtd. Najpierw selekcjonujemy rzeczy, potem systematyzujemy czy grupujemy. Następnie wywalamy niepotrzebne, stan uzyskany przyjmujemy za standard, a potem zostaje nam utrzymywanie go w duchu zenowskiej samodyscypliny.
Nie chcę wdawać się w szczegóły tej metody, bo dosyć obszernie opisana jest w rozmaitych publikacjach. Interesuje mnie krok drugi czyli standaryzacja. Otóż tutaj twórcy sugerują posługiwanie się tzw. metodą czerwonej plakietki. Ta metoda jest o tyle intrygująca, że nie wymaga stosowania z 5s, ale może być użyta niezależnie, przy jakimkolwiek standaryzowaniu. Uważam ją, lub jej jakieś modyfikacje, za zbawienie!
Wyobraźmy sobie, że mamy na biurku trzy długopisy. W związku z tym, średnio co tydzień jeden nam ginie. A to ktoś pożyczy, widząc, że mamy więcej, a to my go gdzieś zaniesiemy, wiedząc że mamy zapas itp. Rzadko zadamy sobie pytanie, czy potrzebujemy tych trzech długopisów. W związku z tym poddajemy ów sprzęt pilnej obserwacji. Na dwa długopisy naklejamy czerwone plakietki i gdzieś odkładamy. Jeżeli okaże się, po na przykład dwóch tygodniach, że żadnego z nich w tym czasie nie użylismy, możemy je sprzedać na allegro, oddać w prezencie, wyrzucić czy schować do szuflady.
Tak na prawdę metoda czerwonej plakietki używana jest na etapie selekcji, do oznaczenia produktów, które wydaje się nam, ze będą zbędne, ale kluczową rolę spełnia krok drugi, czyli zebranie przedmiotów oznaczonych plakietką i umieszczenie ich w miejscu, w którym przechodzą kwarantannę. W prawdziwym 5S, służącym utrzymaniu czystości stanowisk pracy, oznaczone i odleżane przedmioty wywala się, bądź zwraca do magazynu czy jakiejś przechowalni. Dla nas jednak, metoda plakietki może być pomocna przy sprzątaniu biurek, szaf czy hal produkcyjnych. I prawdę powiedziawszy nie trzeba do tego czerwonych plakietek. Po prostu, jesli macie podejrzenie, że coś może być zbędne, w iście gtd’owym stylu umieśćcie to w jednym miejscu i zbadajcie, czy nie używacie tego przez okres kilkunastu dni. Gwarantuję, że odkryjecie, iż przedmioty, które uważaliście za niezbędne, stracą jakiekolwiek uzasadnienie swojego istnienia. Zmniejszycie też marnotrawstwo (giniecie długopisów).Przydatne przy oczyszczaniu oczyszczaniu mieszkania ze zbędnych bibelotów. BTW – zastanawiam się, czy metoda ta nie jest pochodna twierdzenia bodajże Maxa Webera, który zaproponował zmniejszenie każdego biurokratycznego organizmu o 30%. Gwarantował poprawę efektywności i spadek kosztów. Chowamy urzędników do szuflady i patrzymy, czy przydadzą się w następnym roku budżetowym. Niestety, administracja rzadko stosuje sprawdzone metody zarządzania. Nie daj Boże, żeby ktoś przekonał sie, że pieniądze, które zostały przeznaczone na jej funkcjonowanie, można oszczędzić. Przecież w przyszłym roku budżetowym zostaną przez to ucięte!
Pozdrawiam