Archiwa miesięczne: luty 2009

Temat z zupełnie innej beczki. Wywołuje go wiadomość, która poruszyła mnie do głębi – śmierć Kamili Skolimowskiej. Nagła, nie pozwalajaca tej młodej dziewczynie osiągnąć tego, co założyła, straszna dla jej bliskich i wielu kibiców.

Nie jestem fanem rzutu młotem i wiadomość ta nie porusza mnie jako kibica, ale jako człowieka. Kiedy ostatnio trafiłem na jakis wspomnieniowy artykuł, opowiadający historie zmarłych w 2008 roku postaci, poruszyło mnie, że o śmierci wielu z nich nie pamiętałem. Dla mnie nadal żyły jako ikony popkultury, aktorzy czy sportowcy.

Parę tygodni temu usłyszałem w radio historię dziewczyny, 18-latki, która zmarła razem z matką zaczadzone w normalnym mieszkaniu. Także nagle.

I ta dziewczyna i Kamila dzień wcześniej snuły plany, marzyły o przyszłości. Być może Kamila cieszyła się jeszcze z sukcesu polskich siatkarzy, którzy dzień przed jej odejściem pokonali czołowe drużyny Rosji i Włoch. Jeśli nie czuła się źle, a chyba nie, bo stawiła się na porannym treningu, nie mylała o śmierci.

Dziewczyna, którą zabił w kąpieli czad zapewne poprzedni wieczór spędziłą czytając książkę, a może oglądając film? Myślała o szkole, przyjaciołach, nadchodzących imprezach, młodzieńczych problemach. Być może się z kimś kłóciła. Kto wie.

We wszystkich takich przypadkach poruszajaca jest ta nagłość. Kiedy umierał mój ojciec, chory, ale z nadziejami na przeżycie, byłem na służbowym wyjeździe. Oczywiscie, gdybym wiedziałco nastąpi nigdy nie ruszył bym się z miasta. Niemniej długo potem trwało, zanim poradziłem sobie z uczuciem jakiegoś niedomówienia, braku prawdziwego pożegnania. Tak jak bliscy Kamili nie mogą sobie zapewne z nim poradzić.

Przez pewien czas pamiętałem, że życie i bliskich trzeba szanować, pielegnować relacje. Nie tracić czasu na bzdurne dąsy, bo przecież z dnia na dzień może nas lub kogoś już nie być. Przyrzekałem sobie, że gdybym mógł jeszcze raz przeżyć odchodzenie taty, byłbym wobec niego innym człowiekiem, lepszym. Ale potem zapomniałem o tym, wir codzienności zagłuszał te refleksje. Wracały zawsze przy okazji jakiejś głośnej śmierci, szczególnie młodych ludzi – a to Agaty Mróz, Arka Gołasia, Kamili Skolimowskiej… Nie chciałbym o tym znowu zapominać.

Ile razy obrażamy się na siebie. Ile czasu poświęcamy na rzeczy, które w przyszłości uznamy zapewne za błahe. Mój znajomy pytał zawsze w obliczu jakiegoś problemu “cóż to jest na przeciw wieczności”? Miał rację. Kiedy zdenerwuje mnie bliska osoba, często czuję gniew zbyt długo. Czy aby nie na tyle długo, żebym na zawsze nie zasnął w kąpieli? A może z tym gniewem w głowie zginę w samochodowym wypadku? Czy, jeśli zdam sobie sprawę, że za chwilę umrę, nie będę żałował godzin spędzonych przy jakiejś bzdurnej grze komputerowej bądź beznadziejnym serialu telewizyjnym? Jak pamiętać o tym, że istniejemy tu przez chwilę, a czasami zbyt krótko i bywa że gaśniemy nagle?

Czym nasza kłótnia z żoną jest naprzeciw wieczności? Czy mój zły humor wart jest ryzyka, że z braku czasu nie poprawię go na lepszy? Chcę pamiętać o tym, że każdy dzień może być ostatnim i każdy może być pierwszym.

Nie wiem kto i nie wiem kiedy, nie wiem gdzie, ale napisał jedna z najmądrzejszych rzeczy dotyczących zarządzania, jakie udało mi się przeczytać. “Zawsze dodawaj wartość”. Za tym niby prostym stwierdzeniem kryje się wiele mądrości.

Nie znam dokładnej definicji dodanej wartości, choć pewnie mógłbym sprawdzić to w sekundę na Wiki. Nie ma takiej potrzeby. W tym blogu dla laików i pasjonatów, musimy przyjąć definicję zdroworozsądkową. Zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu zawsze bedą w cenie. Tak więc niezaleznie od tego, co mówią encyklopedię, na chłopski rozum, dodanie wartości to po prostu takie działanie, które przyniesie efekt w postaci powiększenia wartosci danego produktu usługi czy czego tam jeszcze. Zwykłe jajko za 50 groszy po ugotowaniu i pomalowaniu skorupki, mozna sprzedać jako wielkanocne akcesorium, za powiedzmy 5,50. W zwiazku z tym wszystkie czynności zmierzające do powstania finalnego produktu, dodają jego wartość. Przynajmniej powinny. Zdarza się bowiem, że robimy cos, co wydaje nam sie, ze podnosi wartosć produktu, kiedy wcale tak nie jest. Powiedzmy, że czyscimy jajko szczoteczką do zębów i pastą do polerowania podłóg. Po analizie uznajemy, że ta czynność jest zbędna, więc to działanie nie dodaje wartości.

W każdej firmie jak i w życiu mamy do czynienia z czynnosciami, które dodają, bądź nie dodają wartości. Naszą decyzją powinno być, w jaki sposób postępujemy – czy chcemy działać bezproduktywnie, bo tak nam się podoba i czerpiemy z niedodających wartosci działań jakąś przyjemność, czy może będziemy jak automaty czynić wszystko produktywnie.

Czy naszemu życiu dodaje wartości ogladanie telewizji w sposób nałogowy? Pewnie nie, chyba że siedzimy przed Discovery Channel. Wówczas może obronimy tezę, ze wiadomości tak zdobyte pozwolą na wzrost naszej wartości na rynku pracy, czy wśród znajomych, którym będziemy jawić się jako wszystkowiedzący mądrale. Z drugiej strony, czy chcemy oglądając telewizję dodać jakiejś wartości, czy po prostu mamy chęć miło spędzić czas i zrelaksować się? A może relaksowanie się też jest dodaniem wartości przez naładowanie baterii naszemu zmęczonemu organizmowi? Decyzja należy do nas.

O ile w pracy dodawanie wartości zawsze jest mile widziane, a każdy szef lubi ludzi, którzy są mu się w stanie pochwalić, że wykonali czynność, która w sposób wymierny zwiększyła wartość jego przedsiębiorstwa, o tyle dodawanie wartości w życiu jest naszą sprawą. Chyba że popatrzymy na siebie jak swój własny pracodawca i odpowiemy uczciwie na pytanie, co osiągnęliśmy siedząc 5 godzin przed nową grą komputerową?

Czy wartość dodaje sport? Czy wartość dodaje palenie papierosów? Czy wartość dodaje przeglądanie bloga simpleday w pracy? A może w domu? Spróbujcie postawić sobie takie pytania.

Tytuł tego wpisu to tryb rozkazujący. I nie ukrywam, że polecam dodawanie wartości we wszystkich czynnościach jakie się wykonuje. Sam jednak dokonuję wielu odstępstw od tej reguły, gdyby kogoś to ciekawiło.

W sieci możecie znaleźć szeregi informacji na temat dodawania wartości do produktów. Jest niesamowite, jak niewielka czynność, drobna z pozoru zmiana pozwala zamienić tani towar w niemal luksusowe dobro. Sekret dobrze prosperujących firm, to zminimalizowanie czynności, które maksymalnie dodają wartość. Jeśli będziecie kierowali sie tą zasadą, wszelkie kryzysy staną się mniej dotkliwe.

Pozdrawiam