Miliony stron o GTD pozwoli Ci bez wątpienia zorientować się, o co chodzi. Jeśli nie wiesz, zachęcam, żebyś zapoznał się z tą ciekawą metodą organizacji i zwiększania produktywności. Albo po prostu – załatwiania spraw. Dla ułatwienia podam tylko jeden link, z którego wywnioskujesz większość.

Niezależnie od wszystkiego, osobom które interesują się systemem Allena, może być potrzebna odpowiedź na jedno podstawowe pytanie – czy warto?

Przygodę z GTD i metodami “hackowania życia” zacząłem około roku temu. Przejrzałem tysiące stron internetowych. I to był być może mój błąd. Pierwszą zasadą GTD powinno być – zacznij teraz! Zbyt wiele czasu poświęca się na zabawę gadżetami, oprogramowanie listami “todo” czy szukaniem własciwego Moleskina w nielicznych miejscach w Polsce, w których jest dostępny.

Piszę o błędzie, bo dopiero po czasie przez ten nadmiar informacji zorientowałem się czym jest GTD. Bo na początku nie działało. Nie potrafiłem wdrożyć w życie całego systemu. To dosyć istotne, bo jeden element nie działa tam bez drugiego. Jeśli zapisujesz wszystko co masz do zrobienia (nieważne czy w postaci cyfrowego głosu czy na papierze toaletowym), a nie dokonujesz przeglądu tygodniowego, nici z GTD itp. Byłem mocno zawiedziony, że to wszystko takie skomplikowane i trudne.

Dopiero po czasie odkryłem, że wszystkie informacje, do których się dokopałem są mi potrzebne dopiero teraz. Wcześniej zaciemniały obraz prostego skądinąd systemu. Kiedy odrzuciłem wszystkie dodatki do GTD i zająłem się nim mając tylko parę teczek, notatnik z TESCO i karteczki samoprzylepne, poczułem się lepiej. Zadziałało! Zabawę z narzędziami takimi jak Evernote, Remember The Milk, Tadalist czy Think Rock trzeba było zostawić sobie na później. I żeby tego było mało, na Zen Habits znalazłem potwierdzenie zminimalizowania swojego GTD. Uważam Zen To Done za wspaniałą kwintesencję GTD, rzecz od której można śmiało zaczynać swoją przygodę z systemem.

Na pytanie czy to działa, odpowiedziałem nieco okrężnie, bo i tak i nie. Przede wszystkim, ze swojego doświadczenia, mogę powiedzieć tylko tyle:

  • zacznij z GTD od jak najprostszych sposobów. Zen To Done może ułatwić Ci działanie
  • żaden system nie zadziała bez samodyscypliny. Nie zrealizujesz żadnego planu, jesli nie bedziesz działać według wzoru. Energię poświęcaną na magiczne pomoce w GTD przeznacz na wbicie w siebie nawyku postępowania według wybranego przez siebie systemu,
  • pierwsze efekty (szczególnie euforyczne) z powodu nagłego “luzu w głowie” przyjdą stosunkowo szybko – kiedy tylko uporządkujesz swoje “otwarte pętle” jak nazywa je Allen. Nie spocznij na laurach. To moment, w którym GTD może przestać działać, zanim jeszcze na dobre zaczęło!
  • rozwijaj się z systemem. Żeby nie zanudził cię na śmierć, spraw, żeby ewoluował i był tylko Twój. Pisz na śmiesznych kartkach, używaj specjalnego długopisu, czy kup sobie futerał na notes. Cokolwiek.
  • nie przejmuj się detalami. GTD to system zorientowany na ogół. Jeśli nie masz Moleskina, trudno. Nie masz setek wiązanych teczek, albo metkownicy? Trudno. Masz za to foliowe koszulki i markera. Dla chcącego nic trudnego.

GTD to nie system automatycznego roziązywania spraw. Musisz dać z siebie sporo, ale kiedy zadziała, chociaż uprzedzam, że nie musi, będziesz zaskoczony. Pozytywnie!

Powodzenia.

6 Komentarze

  1. rodzi sie jednak pytanie czy jesli uproszczony gtd dziala swietnie to jest sens poswiecac czas na czytanie kolejnych hackow? po co zglebiac instrukcje kolejnych pda, iphone’ow, czy aplikacji online, skoro mamy frajde z uzywania moleskine (lub czegokolwiek innego)? i co wazniejsze spelnia swoja role

    • zgadzam się całkowicie. problem, na który nie mam jeszcze odpowiedzi, to czy rzeczywiście gtd jest takim systemem, przy którym wyjęcie jednego klocka nie spowoduje zawalenia koncepcji. ja na przykład mam kłopoty z przeglądami, ale system r a c z e j działa.
      co di zgłębiania i szukania, wydaje mi się, że najistotniejsze to znaleźć takie narzędzia, które sprawiają nam przyjemność kiedy ich używamy. a poza tym, sam wiesz najlepiej, że gtd to system dla geek’ów ;)

      sadzę też, że może pojawić się aplikacja, albo już istnieje (na przykład wśród płatnych), która na tyle zrewolucjonizuje wsparcie gtd, że będzie warta zamiany moleskina na nią. niemniej zgadzam się z Tobą co do idei – jesli prostota działa i daje nam odpoiednie rezultaty, skupmy się na doskonaleniu systemu, a nie szukaniu na siłę bardziej skomplikowanych rozwiązań.

      pozdrawiam

  2. inna rzecz ze ludzie z szufladki “geek” lubia dlubac przy takich sprawach ;)

    co do aplikacji to jest monkeygtd, na moj nos rewelacyjna, dopracowana, wydajna no i bezplatna

    ale wracamy do problemu ktory poruszylem w moim poscie- co jesli technika zawiedzie (wyobraz sobie pad dysku twardego z calym systemem…)? albo zawini czynnik ludzki i np. nie klikniemy synchronizacji?

  3. Oczywiście, metody papierowe są pod tym względem najlepsze. GTD to znowu nie taki skomplikowany system, żeby potrzebny był do jego obsługi komputer. Z drugiej strony katalogi biblioteczne też nie są skomplikowane, a jednak zarządzane teraz komputerowo. Po prostu, co kto lubi. Podobnie z mailami – nikt przecież nie będzie ich przepisywał, a są elementem systemu. Niemniej popieram – gtd papierowo-dyktafonowe jest wg mnie najlepsze, bo zawsze masz system ze sobą.

    Co do linków, polecam swoje zakładki z delicious. Trochę tam tego jest.

    Pozdrawiam

  4. wszystko rozbija sie o ilosc inboxow, ktore chcesz miec ;)

    btw- calkiem ciekawa dyskusja, malo w polsce blogow o gtd

    i ile razy o tym probuje z kims o tym pogadac to spotykam sie z opinia: “nigdy nie lubilem ksiazek motywacyjno-organizacyjnych”

    i sam nie wiem co o tym myslec….

  5. Co do ilości inboxów, warto mieć chyba jak najmniej. Ja mam fizyczny, Moleskinowy i “komputerowy” (Evernote, ale też maile).

    Jeśli chodzi o blogi o GTD, faktycznie, nie jest ich wiele. Szkoda, bo tą metodologią można się zachłysnąć, szczególnie kiedy przynosi rezultaty. Osoby z mojego otoczenia reagują na moje gtd w sposób zróżnicowany – od posądzania o pedanctwo, przez podziw. Grunt, to żeby forma nie przerosła treści.

    Książka Allena jest inna niż wszystkie. Porady są na prawdę cenne. Kiedy czytam inne poradniki, mam wrażenie, że autorzy leją wodę odkrywając nie wiadomo co. Allen odkrywa proste rzeczy. Niekiedy otwierałem ze zdumienia oczy, kiedy opisywał prostotę systemu. Że też ja nie wpadłem na to sam wcześniej. Co prawda, w 2/3 książki wydawało mi się, że facet trochę przesadził i gdyby mógł, posegregował by wszystko


Napisz komentarz

*
*